Brothers in Arts
plakat towarzyszący wystawie
Nikodem Pręgowski / poster & design
Nikodem Pręgowski
Plakaty i dizajn
Posters & design


<<< powrót na stronę główną
<<< back to home page
kontakt
contact


Filip Pręgowski / obrazy
Filip Pręgowski
Obrazy
Paintings


Jeżeli można formułować jakiekolwiek oczekiwania wobec plakacisty lub malarza to z pewnością takie, aby pierwszy z nich robił plakaty, a drugi obrazy. I jeśli to życzenie    wydaje się trywialne, łatwo udowodnić, że to tylko pozór. Sprowadza się ono bowiem do zadania trudnego:  chodzi o to, aby dowieść zasadność własnego artystycznego projektu. Jeśli zamierza się to uczynić w ramach obowiązujących konwencji, dających z jednej strony ogrom możliwości – z drugiej posiadających potężne ograniczenia – to jest to zadanie jeszcze trudniejsze.

Twórczość Nikodema Pręgowskiego (plakaty) i Filipa Pręgowskiego (obrazy) prezentowana w Galerii Bałuckiej w Łodzi wydaje się w swoich najszczęśliwszych i najbardziej udanych momentach niemal spełniać powyższe założenie. Dzieje się tak być może dlatego, że podejmuje próbę poszukiwania tego, co specyficzne dla każdej z dyscyplin plastycznych; eksploruje tę specyfikę wraz z wszystkimi jej ograniczeniami.  Jest tak może dlatego, że operując formami przynależnymi do świata współczesnego nie przywiązuje się nadmiernie do tego, co bieżące. Warto dodać, że podejmuje przy tym spore ryzyko wpadnięcia w banał karykatury politycznej, czy społecznej (którego pomimo swych rozmaitych szarży unika jak dotąd plakat Nikodema Pręgowskiego) lub ilustracji (któremu nawet jeśli obrazy Filipa Pręgowskiego czasem ulegają, to robią to z fasonem). A może po prostu chodzi o to, że ani plakaty, ani obrazy nie unikają wartościowania, poddają się najbardziej oczywistemu osądowi smaku, który odróżnia lepsze od gorszego, a nie pyta o gender, światopoglądową przynależność, nie bada stopnia postępowości, czy ekstrawagancji. Bo nie ma tu, jak powiedziałby Clement Greenberg „żadnych artystycznych fajerwerków, żadnych pustych pudeł, sztuki kopania, śmiecenia, skakania, czy wydalania”. Nie ma „tańczenia, świecenia, eksplodowania”. Są tylko plakaty i obrazy.

Plakaty i obrazy poddane formule konfrontacji ujawniają też pewną cechę, która może stanowić alibi dla wspólnej wystawy. To rodzaj pokrewieństwa w sposobie traktowania tematu, który jako taki staje się pretekstem do intensyfikowania właściwych danej dyscyplinie środków wyrazu. To oplecenie treści, czy znaczeń koronkowymi ornamentami i rozmaitymi, wykaligrafowanymi, bądź noszącymi znamiona przypadkowości ozdobnikami (plakaty), czy umocowanie jej w solidnej i materialnej strukturze farby o intensywnej barwie (obrazy) świadczy nie tylko o traktowaniu formy jako wartości nadrzędnej, ale, co szczególnie ważne, o radości i przyjemności, jaką daje posługiwanie się danym medium. W tej perspektywie czytelny staje się wybór, jakiego dokonują autorzy. Formułując wyrazisty komunikat (plakaty), czy poszukując ambiwalentnych znaczeń (obrazy) szukają przede wszystkim rozwiązań stylistycznych; budują  trwałą, solidną konstrukcję złożoną z form i barw, dla których sens pozostaje tylko (lub aż) intrygującym tłem. Jako dowód niech posłużą słowa Nikodema Pręgowskiego:

Ja chcę, by plakat odczytywany był w pierwszym rzędzie jako artefakt sztuki stosowanej, bez zbytecznych pretensji, aspiracji, ambicji. Trochę tu pokutuje mit Polskiej Szkoły Plakatu […], malarskiej, pełnej metafory, pozbawionej serwitutów utylitarnych, uduchowionej i wywindowanej (słusznie zresztą) do rangi czystej sztuki. Ale te czasy bezpowrotnie minęły: dziś tworzenie plakatów polega na umiejętnym doborze środków adekwatnych do jego funkcji i zadań jakie ma pełnić. Jasne jest, że jak projektujesz plakat autorski, to masz znacznie więcej swobody niż w plakacie robionym na dożynki, czy doroczną paradę jamników na rynku w Krakowie, zawsze jednak musisz mieć w głowie dwie przesłanki: po co plakat powstaje i jakie dobrać metody jego realizacji by najlepiej spełniał swoją funkcję?

Prócz podkreślenia użytkowej funkcji medium rysuje się w tej wypowiedzi świadomość jego źródeł, które – czy się tego chce, czy nie – czają się gdzieś wśród  kropek rastra, „malarskich” plamkach, czy wśród lakonicznych i sylwetowych ujęć figur przedstawionych na plakatach. Ale źródła tkwią nie tylko w tradycji uprawianej dyscypliny plastycznej. Są obecne w najbliższym otoczeniu i – jak w przypadku obrazów Filipa Pręgowskiego – utrwalone za pośrednictwem fotografii. O sprzecznościach rządzących procesem przekształcania wizerunku świadczą słowa autora:

Rzecz w tym, żeby przetransponować fotografię na język malarstwa. To w praktyce rodzi paradoks. Przyglądasz się fotografii tak dokładnie, jak tylko potrafisz, a potem uciekasz od niej tak daleko, jak tylko to możliwe. Dlatego nie wydaje mi się, żeby moje obrazy były realistyczne, przynajmniej tak, jak chciałby Courbet, czy, nieco inaczej, Gerhard Richter albo Luc Tuymans.  Sama dbałość o pewne elementy tożsamości postaci nie oznacza pogoni za przedstawianiem rzeczy takimi, jakimi wszyscy je widzimy na co dzień. Mam przynajmniej taką nadzieję. Więc znowu wrócę do farby. Trzeba jej używać w taki sposób, żeby było ją widać.

Pozostawiając dalsze i z pewnością znacznie bardziej wyczerpujące dywagacje widzom wystawy warto (tytułem podsumowania i ku radości) odnotować fakt, który brzmi następująco: Nikodem Pręgowski robi plakaty, a Filip Pręgowski obrazy.
 

dyzajn und performenzz >>> nikodem 2010.
Copyrights by Brothers in Arts. All rights reserved.
webmaster >>>