




4alternatywy >>> Piła 2011
gdzie: BWA Piła
kiedy: 26.02.2011 >>> 05.04.2011
katalog (PDF) >>>
Zgodnie z logiką języka polskiego istnieje tylko jedna alternatywa. Ale trzecia już z cyklu wspólnych wystaw twórczości czworga artystów: Bogumiły, Jana, Filipa i Nikodema Pręgowskich tej logice subtelnie umyka, bo nie nakłania do wyboru spośród wykluczających się możliwości. Przeciwnie, zachęca do zapoznania się z czterema odmiennymi lecz doskonale uzupełniającymi się możliwościami tworzącymi całkiem kompletne spektrum tego, co może się wydarzyć w sztukach plastycznych. Poszukiwanie stylistycznych podobieństw z racji najbliższych więzów pokrewieństwa poszczególnych autorów wydaje się zajęciem szlachetnym, ale nieco ponad miarę. W tej poczwórnej propozycji obowiązuje bowiem różnica objawiająca się na wielu płaszczyznach: różnica dyscypliny artystycznej, różnica doświadczeń, różnica temperamentu, różnica inspiracji, czy wreszcie – by uzupełnić wachlarz wszelkich różnic – różnica artystycznych celów, jakie stawiają sobie poszczególni twórcy. Ale, by zadośćuczynić poczuciu pewnego ładu i ciągłości, warto wskazać na ukrytą w różnorodności metodę. Tkwi ona w pewnej wrażliwości, która posiadając genetyczne uwarunkowania przybiera rozmaite rejestry; od melancholii do humoru, od subtelności po drapieżność, od poetyckiego woalu po dosadność. Śledząc zmiany tych rejestrów, dostrzec można różne wcielenia tej samej obecności ujawniającej się czy to w postaci geometrycznego ładu i uporządkowanej przestrzeni (Jan Pręgowski), zmultiplikowanych twarzy uwikłanych w skomplikowane sieci powiązań (Bogumiła Pręgowska), przedstawionych na tle banknotowych ornamentów symbolicznych wizerunków, których interpretację podsuwają proste hasła (Nikodem Pręgowski), czy dosadnych figur przywiązanych do swego entourage'u siłą grawitacji i zaabsorbowanych najbardziej twórczą czynnością, jaką jest patrzenie (Filip Pręgowski). Co więcej, i to należy podkreślić czerwonym flamastrem, metoda wolna jest od kalkulacji. Dziś bowiem (tu padnie gorzkie słowo) sztuka często poddana jest wyrafinowanym rachubom by uczynić ją nośną, wystarczająco gorzką, odpowiednio polityczną, należycie krytyczną. Tymczasem, przywołując mądre słowa Marty Tarabuły, „Od Kanta aż do Herberta, i dalej jeszcze, do dzisiaj – kategoria smaku przydaje się w chwilach wyboru”.* Tak, w tej metodzie chodzi o smak, który dzielnie opierając się krótkotrwałym intelektualnym modom zaleca sztuce zmysłowość, delikatnie, by nie uszkodzić, unieruchamia dydaktykę i zdaje się mówić: najpierw patrz, potem myśl. To rodzaj subtelnej erotyki (jak powiedziałaby z kolei Susan Sontag), która skłania do bezpośredniego obcowania z dziełem, poddania się tej chwili zanim natłok interpretacji pozbawi nas złudnego przeświadczenia, że kto widzi, ten wie. Cóż, kto chce, niech sam sprawdzi: mamy wzajemnie uzupełniające się właściwości czterech żywiołów, poczwórne unaocznienie, czterokrotne uobecnienie tego samego. Cztery tajemnice, cztery zagadki tej samej codzienności.
* Cytat pochodzi z polemicznego wobec modnych trendów współczesnej krytyki artystycznej tekstu Marty Tarabuły, 'Socrealizm nad laguną'
("Gazeta Wyborcza", 11.07.2011).





----------------------